Zimowa Biegowa Przygoda.

Spotkała mnie wczoraj taka biegowa przygoda.

1

Otóż biegłam sobie ścieżką, niedaleko Wisły, za mostem Gdańskim. A tu nagle z lewej strony, 200 metrów przede mną, biegnie coś wielkiego. Na początku myślałam, że to pies, ale szybko zdałam sobie sprawę że to Dzik!

45

DSC_1543

Zszokowana taką sytuacją, zatrzymałam się. Ponieważ dzik biegł dość żwawo przed siebie, tak jakby się czegoś przestraszył więc spokojnie go obserwowałam. Wokół mnie w różnej odległości były z 3 osoby. Pan, który widocznie był na spacerze, dopiero na moje entuzjastyczne okrzyki „Dzik? skąd tu się wziął dzik!?”, również przystanął i obserwował zwierze. Szybko jednak dziki osobnik umknął nam spoza zasięgu wzroku.

Nie macie pojęcia jak się cieszyłam, że on wybiegł przede mną z odległością 200 metrów.
Nie wiem co bym zrobiła gdyby sytuacja była odwrotna i gdyby to on biegł za mną.

Uff, na szczęście nic się nie stało. Pierwszy raz w życiu widziałam dzika. Pewnie tak miało być.

Takie atrakcje zapewnił mi los. Dobrze, że tak pozytywne i że mogłam się nimi z Wami podzielić.

W tym momencie chciałabym zaprosić Was do wzięcia udziału w moim konkursie.

Do rozdania mam skarpety kompresyjne Nike Elite w rozm. EUR 38.5 – 40.5

Należy w komentarzu opisać swoją biegową przygodę. Wybiorę jedną. Historia może być śmieszna, romantyczna albo z dozą grozy.

Najważniejsze, żeby była to Wasza przygoda i taka, która naprawdę się wydarzyła.

Konkurs trwa do 31 stycznia 2016 roku do godz. 23:59.

Powodzenia!

2016-01-17_19.39.53
Zapraszam do obejrzenia mojej fotorelacji z tego dnia.

DSC_1435

DSC_1550

 

DSC_1643

 

DSC_1433

 

DSC_1611

 

DSC_1653

 

DSC_0036

 

25 thoughts on “Zimowa Biegowa Przygoda.

  • Styczeń 17, 2016 at 8:03 pm
    Permalink

    Aaaaa! dzik!
    A one wcale nie są takie złe i straszne, ostatnio spotkałam całą rodzinkę (4 duże i 8 małych) w środku miasta ( no obok parku), grzebały sobie w miejscach, gdzie siedzą miejscowi pijacy. Były bardzo miłe, tylko musiałam poczekać aż przejdą przez drogę 😉

    Reply
    • Styczeń 18, 2016 at 1:12 pm
      Permalink

      No proszę, widać to taki mit, że „dzik jest dziki, dzik jest zły!”

      Reply
  • Styczeń 18, 2016 at 2:48 pm
    Permalink

    tez kiedyś późnym wieczorem około 23 jak wracałam z pracy mało uczęszczaną trasą przebiegło dosłownie przed nosem stado dzików, tak mnie to zaskoczyło że stanęłam jak wryta i nie wiedziałam czy iśc dalej przed siebie czy zawrócić ( na szczęscie dziki zniknęły.)
    Bardzo często biegając w lesie spotykam „straszaki” – sarny i zające, ale budza tylko uśmiech na mojej twarzy.
    Najdziwniejszą historią było spotkanie batalionu żołnierzy w pełnym rynsztunku w środku lasu maszerujących żwawo przez las. Ze zdziwienia przystanęłam, trochę bałam się że będą komentowac mój krągły tył ale na szczęscie nie usłyszałam nawet słowa komentarza – tacy dobrze wychowani 🙂
    W drodze powrotnej rozpłynęli się wśród drzew.

    Mój kolega podczas nocnego biegania w lesie – jest żołnierzem więc strach mu nie dziwny spotkał dziką lochę z młodymi. Pech chciał że była bardzo agresywna i jedyne co kolega mógł zrobić to czmychnąć na drzewo gdzie udało mu się dodzwonić do domu. Uratował go wujek i pies – owczarek niemiecki który przepłoszył zwierzęta. Ale półtoragodzinna posiadówa na drzewie pozostanie mu w pamięci do końca życia.

    Reply
    • Styczeń 18, 2016 at 3:53 pm
      Permalink

      Przytoczyłaś kilka historii więc proszę wybierz jedną z nich ok? Jedna osoba to jedna historia 🙂 i ma być Twoja tak więc historia w której bohaterem jest kolega nie liczy się.

      Reply
      • Styczeń 20, 2016 at 7:47 am
        Permalink

        w takim razie wybieram tą z przystojnymi żołnierzami 🙂

        Reply
  • Styczeń 19, 2016 at 8:59 pm
    Permalink

    Przy okazji Twoich zimowych zdjęć przypomniała mi się moja przygoda z zeszłego roku.

    Była niedziela, kilka stopni na minusie i bardzo chciałam zrobić jakiś dłuższy bieg w okolicach 20km. Wybrałam się do pobliskiego lasu, który wydawałoby się, że znam jak własną kieszeń. Niestety, rzeczywistość okazała się nieco inna. Po mniej więcej godzinie beztroskiego biegania, skręcania raz w lewo, raz w prawo zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiem gdzie jestem. Wyciągnęłam szybko telefon z kieszeni, włączyłam GPS, google maps i.. telefon się wyłączył – bateria rozładowana. Byłam w szoku. Zdążyłam już trochę zmarznąć, powoli się ściemniało, wokół las, a ja nie potrafiłam znaleźć drogi do domu. Cofnęłam się do ścieżki, którą przybiegłam, później trochę jeszcze pobłądziłam, aż spotkałam bezdomnego psa. Przywitał się ze mną, po czym pobiegł przed siebie. Postanowiłam mu zaufać i podążać jego śladem. To był świetny pomysł. Wyprowadził do głównej drogi, skąd już bez problemu mogłam wrócić do domu. Uratował mnie. Od czasu tamtej przygody staram się biegać po znanych ścieżkach lub/i upewniać się, że telefon jest w pełni naładowany.

    Reply
    • Styczeń 20, 2016 at 7:52 am
      Permalink

      Fajna przygoda 🙂 dobrze, że spotkałaś tego psiaka. Teraz zawsze przed wyjściem na bieganie będę zwracać uwagę czy bateria jest naładowana.

      Reply
    • Luty 2, 2016 at 12:44 pm
      Permalink

      Pora na rozstrzygnięcie Konkursu 🙂 Wygrywa historia Keep Dreams Close 🙂 Gratulacje! Proszę prześlij maila z danymi do wysyłki nagrody. Pozdrawiam!

      Reply
  • Styczeń 25, 2016 at 10:17 am
    Permalink

    U mnie żadnych dzikich dzików nie było. Ale to nie znaczy, że nie było małych przebojów. W tym roku, pierwszy raz zdecydowałam się na mroźne bieganie. Pierwsze podejście było przy około -10st. Ubrałam się na cebulkę i wyruszyłam! Z racji tego, że było już po zmroku postanowiłam bieg chodnikiem wzdłuż ulicy. Pierwsze 20min było całkiem przyjemne, ale potem zaczęła zamarzać mi buffka, adidasy (w których biegam w lecie) też nie zdały testu. Ale mimo wszystko biegłam dalej. Z lodowym kominem wokół szyi minęłam przystanek autobusowy i zmierzałam już w stronę mieszkania. Z zamyślenia wyrwał mnie głośny klakson autobusu… Otwierają się drzwi, w środku ludzie poupychani jak sardynki w puszce, a kierowca: „wskakuj mała, widzę że się spieszysz, z nami szybciej dojedziesz!”… Pasażerowie w śmiech, ja czerwona ze wstydu, grzecznie podziękowałam i pobiegłam dalej…

    Reply
    • Styczeń 25, 2016 at 1:03 pm
      Permalink

      Ale historia! 🙂

      Reply
  • Styczeń 28, 2016 at 8:54 am
    Permalink

    Moja historia związana z bieganiem jest wyjątkowa. Był początek października 2014 strasznie nie chciało mi się wstać z łóżka, ale obiecałam, że pomogę przy organizacji biegu na 10km. Wstałam. Pojechałam do miejscowości oddalonej o 50km. Dostałam zadanie. Rozdawanie medali na mecie wbiegającym zawodnikom. Bieg się rozpoczął. Czas leciał. Po 30min na mecie pojawił się pierwszy zawodnik 🙂 założyłam mu medal na szyję, uśmiech za uśmiech, spojrzenie w oczy i został! ……. od tamtej chwili jesteśmy nierozłączną biegową parą. Planujemy ślub. Taka oto moja historia z cyklu jak poznałaś swojego męża! 🙂 dodam, że sama biegałam wyczynowo, więc wspólne bieganie jest ważną częścią naszego życia! 🙂

    Reply
    • Styczeń 28, 2016 at 9:13 am
      Permalink

      Niesamowita historia! Nie wiesz kiedy i gdzie możesz poznać męża 😉 Gratulacje i wszystkiego najlepszego dla Was! 🙂

      Reply
      • Styczeń 28, 2016 at 9:30 am
        Permalink

        Dziękuję i pozdrawiam! 🙂

        Reply
        • Styczeń 28, 2016 at 10:30 am
          Permalink

          Pozdrawiam serdecznie! 🙂

          Reply
  • Styczeń 28, 2016 at 2:46 pm
    Permalink

    Moja biegowa przygoda była dla mnie dość straszna i pozostawiła w mojej psychice lęk przed samotnymi wybiegami w las. Otóż w tamtym roku poszłam pobiegać koło godziny 18, zaczynało się robić już szarawo. Biegnę sobie spokojnie gdy nagle wbiegam na górkę a u jej podnóża stoi żubr ! Ogromny, dziki żubr stał sobie spokojnie naprzeciw mnie i patrzył mi prosto w oczy. Adrenalina sięgnęła zenitu. Szkoda, że nie zmierzyłam czasu w jakim dobiegłam do domu. Na pewno była to moja życiówka. O zrobieniu zdjęcia nie było mowy. Najdziwniejsze jest to, że nigdy nikt w mojej okolicy nie spotkał tego osobnika. Z perspektywy czasu to zabawna historia ale nie chciałabym żeby się powtórzyła.

    Reply
    • Styczeń 28, 2016 at 5:55 pm
      Permalink

      O rety! Nie dziwię się. A jakie to tereny? I nie ruszył w pościg za Tobą?

      Reply
      • Styczeń 28, 2016 at 9:11 pm
        Permalink

        Województwo podlaskie, Puszcza Knyszyńska 🙂 Myślę, że miałby problemy z dogonieniem mnie 🙂

        Reply
  • Styczeń 28, 2016 at 5:37 pm
    Permalink

    Jest 14, może 15 km, Półmaraton Praski, upał, spinam się bo chce złamać dwie godziny. Podbiegam wyczerpana do punktu nawadniania, pytam wolontariuszy czy to woda, czy izo. Oczywiście z muzyką w słuchawkach na full. Słyszę „woda”, więc bez zastanowienia wylewam sobie na głowę niebieski izotonik. Lepka substancja spływa mi po włosach, twarzy i koszulce, a ja dostaje totalnej głupawki i euforycznego śmiechu. Chyba nigdy tak bardzo nie ubawiłam się podczas masowego startu. No chyba że w Krynicy, biegnąc z żółtymi numerkami, na 34 km, mimo iż żółty właśnie oznaczał 100km. I może jeszcze fakt, że biegłam wtedy pogryziona przez osy, którym nasikałam do gniazda :)))

    Reply
  • Styczeń 29, 2016 at 12:33 am
    Permalink

    Był to mój pierwszy bieg w zawodach miasta kiedy miałem jakieś 10 lat. Nie błyszczałem w tym wieku żadną kondycją, ale uważałem, że fajnie spróbować. Bieg się zaczął i w połowie drogi już odpadałem, nie mogłem złapać tchu, myślałem, że się poddam i zejdę z trasy. Nagle podbiegły do mnie dwie starsze dziewczyny, dodały mi otuchy, jedna złapała mnie za jedną rękę, druga za drugą i biegły razem ze mną. Oczywiście dobiegłem do końca. Taka fajna historia pokazująca jak drugi człowiek może nas zmotywować do rzeczy które wydają nam się niemożliwe oraz, że jednak potrafimy pomóc sobie bezinteresownie. Łączy nas sport!

    Reply
    • Styczeń 29, 2016 at 5:47 am
      Permalink

      Miło ze strony tych Dziewczyn 🙂 Nie dały Ci zejść z trasy 🙂 Pozdrawiam!

      Reply
  • Styczeń 29, 2016 at 7:08 pm
    Permalink

    Dwa lata temu wybrałam się do lasu pobiegać ze swoim psem. Na początku biegliśmy spokojnie, a później powiedziałam do siebie „biegnij jakbyś chciała przed czymś uciec”. I tak co chwilę przyspieszaliśmy. Pies był zachwycony „taką zabawą”. Nie trwało to długo. Z krzaków wyleciał nagle owczarek niemiecki, który najpierw rzucił się na mnie, tym samym mnie przewracając, a później na mojego psa. Szarpał nas na zmianę. Krzyczałam ratunku, pomocy, ale wiedziałam że to bez sensu. Byłam w środku lasu… W chwili gdy psy walczyły ze sobą ja skopałam owczarka i zaczęłam uciekać. Ciągle odwracałam się, na szczęście pies za nami nie pobiegł. Wybiegając z lasu, wyłam z płaczu. Ludzie zatrzymywali się i pytali co się stało. Byłam zapłakana, brudna i lekko poszarpana.
    Po tej historii bałam się biegać po lesie, nawet z kimś. Zanim się przełamałam, minęło sporo czasu, bo prawie rok! Teraz na każde wybieganie zabieram ze sobą gaz, który niestety miałam okazję użyć i to nie jeden raz. Na szczęście aktualnie na swojej drodze w lesie spotykam same sarenki i zające, które nie uciekają, a przyglądają się 🙂

    Reply
  • Styczeń 31, 2016 at 9:56 pm
    Permalink

    Biegam, w sumie od chwili kiedy nauczyłam się chodzić. Moja mama powtarzała, że nigdy nie chodziłam tylko biegałam, ale niestety przez brak koordynacji ciągle „łapałam zająca” nawet jak nic nie leżało na ziemi to musiałam upaść. Dobra skoro wstęp jest najtrudniejszy to mam już go za sobą. Ale te przygoda nie jest o upadniu. Wręcz przeciwnie, jest o podnoszeniu się. Byłam wtedy w podstawówce, zawody szkolne, bieg w Sokołach. Jakoś na rozgrzewce czułam, że to nie jest mój dzień. Nic mi nie szło, trucht był męczący, sprawność mi nie szła, przebieżki wyglądały jakby były w spowolnionym tempie. Stoję na lini startu. Komenda: Gotowi!!! Serce wali jak szalone. I start!!! Biegnę i jak to bywa na zawodach ulicznych ktoś mnie popchnął i upadłam na ziemię. Zamiast biec dalej, siedziałam i oglądałam swoje ręce. Nie wiem wiek to zajęło, ale nagle poczułam że muszę wstać i ukończyć ten bieg. Miałam już sporą stratę. Biegałam z całym serem. Zaczęłam powli doganiać stawkę. Może nie wygrałam, ale byłam 6. Nauczyciel podszedł do mnie i wyściskał. I dopiero wtedy poczułam ból. Miałam zdarta całą prawą dłoń, kolano i łokieć. Ta historia nauczyła mnie, że nigdy nie można się poddawać. I że jak się da z siebie wszystko, to już się jest zwycięzcą. Biegam nadal. Teraz mam już 20 lat. Ale jak złapie mnie kontuzja, zawsze powtarzam sobie tę historię. I wiem, że nie mogę się poddać .

    Reply
  • Czerwiec 27, 2016 at 8:32 am
    Permalink

    Hi webmaster, commenters and everybody else !!! The weblog was absolutely fantastic! Lots of excellent data and inspiration, both of which we all need!b Preserve ‘em coming… you all do these a fantastic task at this kind of Coct#pns&e8230; can’t tell you how a lot I, for a single appreciate all you do!

    Reply
    • Czerwiec 27, 2016 at 4:00 pm
      Permalink

      Thank You! 🙂 Greetings from Poland! 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *