Jak schudłam 32 kg. Moje treningi i dieta.

Często zadajecie mi pytanie jakie treningi i jaką dietę stosowałam, gdy ubywało mi kilogramów.

Zacznę więc od początku. Kiedyś byłam typem kanapowca a moimi aktywnościami były jedynie spacery z dziećmi. Nigdy wcześniej nie uprawiałam żadnego sportu. Oczywiście chęci były i pamiętam nawet, że w podstawówce koleżanka zaprowadziła mnie na trening judo, ale jako dwunastolatka widząc trenera z wybitą jedynką zrezygnowałam :-)))

Skoro wcześniej nigdy nie byłam osobą aktywną fizycznie tak więc zaczynałam od bardzo prostych ćwiczeń w stylu wchodzenie na step, wykroki, przysiady. Dobrze, że w fitness klubach zawsze jest taki pierwszy trening i konsultacja z trenerem personalnym. Trener na podstawie takiego wywiadu i treningu ze mną, napisał mi 30 minutowy trening odpowiedni na tamtą kondycję i możliwości. Zaczynałam chodzić na siłownie 3 razy w tygodniu. Po 10-15 minutowej rozgrzewce wykonywałam 30 minutowy trening a potem jeszcze cardio (rowerek). Na zakończenie oczywiście 15 min. rozciągania.

Po pierwszych treningach miałam straszne zakwasy. Najbardziej bolały ramiona, pośladki i uda. Czułam się tak jakby brało mnie przeziębienie. Byłam cała obolała i często wieczorem musiałam zwyczajnie leżeć w łóżku, bo na nic nie miałam już siły. Po tygodniu bądź dwóch zachorowałam. Gdy tylko wyzdrowiałam znowu zaczęłam od początku ale widziałam, że jest mi już łatwiej. Nie pamiętam po jakim czasie, ale myślę, że po miesiącu regularnych treningów, chodziłam już poćwiczyć 4 razy w tygodniu. W grudniu zainteresowały mnie zajęcia grupowe. Zaczęłam chodzić na NTC (trening interwałowy) i naprawdę dostawałam w kość ale z treningu na trening widziałam progres. Zauważyłam, że moja wydolność i sprawność rośnie. Po zajęcia zawsze jeszcze robiłam cardio. Zdarzało się, że chodziłam na TBC lub Body Pump (trening siłowy ze sztangą). Gdy miałam gorszy dzień stawiałam na pilates. W styczniu doszłam już do aktywności 6 razy w tygodniu. Po prostu tak się wkręciłam, tak polubiłam treningi, że sama z siebie chętnie na nie chodziłam. To była dla mnie czysta przyjemność.

Od września 2013 do końca roku zrzuciłam 9 kg tak więc może nie powalająco, ale widziałam efekty. Co tydzień skrzętnie notowałam swoje obwody i widziałam różnice. Centymetry leciały w dół i choć nie zawsze waga wskazywała znowu mniej kilogramów to się nie zrażałam. Wiedziałam, że to tylko kwestia czasu.

Od stycznia zaczęłam tracić 1 kg tygodniowo na wadze, czasem tylko 0,5 kg. Nie zniechęcałam się, bo czułam się świetnie. W kalendarzu spisywałam nie tylko pomiary, ale to co jadłam i jaki trening zrobiłam danego dnia. Notowałam wszystko, dzień regeneracji, choroby, wpadki dietetyczne, choć zdarzały się bardzo rzadko.

Gdy miałam ochotę na coś słodkiego to przygotowywałam budyń jaglany lub pozwalałam sobie na 2 kostki gorzkiej czekolady.

Archiwum: jak zmieniała się moja sylwetka,  styczeń/maj 2014 rok

Wkońcu w marcu na wadze ubyło 17 kilogramów. Powiem Wam szczerze, że bałam się czy dalej też będę chudła czy waga nie stanie i przyszedł taki moment. Był kwiecień i choć praktycznie nic nie zmieniłam, trzymałam diete i dalej trenowałam, waga przez miesiąc ani drgnęła. Dlatego 1 maja założyłam bloga Fit Fighterka, by opisywać dalej moje zmagania w drodze do celu i by motywacja mnie nie opuściła. Do końca czerwca osiągnęłam właściwą wagę.

Jednak nawyki żywieniowe i treningowe pozostały i zaczęłam sobie stawiać coraz większe wyzwania. Pierwszym był bieg na dystansie 5 km. Kolejnym bieg na 10 km a następnie pierwszy półmaraton.

Odnośnie diety to zrezygnowałam całkowicie z cukru białego. Używałam syropu z agawy tylko i wyłącznie w małych ilościach. Głównie, żeby osłodzić herbate a z czasem zrezygnowałam z niego wogóle i piłam herbate bez dosładzania.

Na pierwsze śniadanie zawsze jadłam owsianke z płatkami owsianymi górskimi nie błyskawicznymi. Stosowałam zwykłe mleko 2%. Jako dodatek służyły mi świeże owoce (jabłko, gruszka, banan, truskawki, maliny).

Na drugie śniadanie robiłam koktajl albo jakieś zdrowe zamienniki słodyczy np. ciasteczka owsiane. Przepis znajdziecie w dziale Zdrowe Przepisy.

Na obiad gotowałam chude mięso lub rybę na parze. Do tego zawsze warzywa na parze i jakaś kasza (gryczana, jęczmienna, jaglana). Zero smażonych potraw!

Jako przypraw używałam tylko i wyłącznie te naturalne. Wykluczyłam wszelkie przyprawy typu Vegeta, Warzywko, Maggi. Nie jadłam jasnego pieczywa, ani zwykłego makaronu, zamieniłam je na razowe lub żytnie na zakwasie z pewnych źródeł.

Nie używałam ketchupu czy majonezu. Majonez zastąpiłam jogurtem naturalnym.

Więcej informacji co wykluczyłam znajdziecie we wpisie Jak zacząć zdrowy styl życia.

Na kolację natomiast jadłam sałatki z tuńczykiem w sosie własnym, z mozzarellą, serek wiejski. Zdecydowanie coś lekkiego.

Mam dla Was jedną najważniejszą rade. Żeby schudnąć trzeba jeść. Niech Wam przypadkiem nie przyjdzie do głowy pomysł, aby się głodzić. Wystarczy, że będziecie jedli o 300 kcal mniej niż Wasze dzienne zapotrzebowanie kaloryczne. Pod uwagę należy też wziąć jakie i z jaką częstotliwością wykonujecie treningi.

Ktoś mi powiedział, że dzięki diecie 1500 kcal schudł 20 kg bez aktywności. Może i schudł. Tylko czy chodzi nam o to, aby skóra wisiała i aby był wizualny efekt, że jest ciałka mniej czy chodzi nam o zdrowie?

Ja wybrałam zdrowe nawyki w połączeniu z aktywnością ruchową i uważam, że takie rozwiązanie jest najlepsze.

Dzięki treningom dodatkowo podkręcamy nasz metabolizm. Organizm łatwiej i szybciej spala tkankę tłuszczową.

Jeśli chudniesz to chudniesz całościowo. Nie ma możliwości, aby chudnąć tylko w talii czy tylko w ramionach.

Odpowiednio dobrane ćwiczenia angażujące całe ciało i jak największe partie mięśni dadzą naprawdę wspaniałe rezultaty. Nie katuj się ćwiczeniami. Spróbuj się zaprzyjaźnić z aktywnością. Wybierz taki rodzaj, który Cię zainteresuje. Jeśli znudzi Ci się siłownia czy aerobik to szukaj czegoś innego. Może to będzie tenis czy rower.

To nie ma znaczenia. Ważne, aby wyrobić w sobie nawyk i robić to w miarę systematycznie np. co drugi dzień.

Trzymam mocno kciuki za każdego z Was!

Jesteś w stanie zmienić siebie, jeśli tylko chcesz.

Powodzenia!!!

PS. Jeśli macie jakieś pytania to zostawcie je w komentarzu.

Archiwum: ja w drodze do celu na sali treningowej, kwiecień 2014

archiwum: przed metamorfozą sierpień 2013

#zdrowystylżycia #jakzacząćtrenować #jakschudnąć #jakschudłam #metamorfoza #odchudzanie #redukcja #zdrowenawykiżywieniowe #zerochemii #zerocukru #zeroalkoholu #żebyschudnąćtrzebajeść

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *