Bądź Fajterką!

Od września planowałam zrobić badania lekarskie jednak ciągle było coś ważniejszego. Nie mam na myśli badań laboratoryjnych, bo te robię systematycznie co pół roku. Aby dostać się do internisty musiałam się nieźle natrudzić. Dopiero któregoś dnia z rzędu, gdy stałam już w kolejce pod przychodnią od 6:30, udało mi się złapać numerek. Na wizycie u lekarza pierwszego kontaktu nawet nie zostałam zbadana a mówiłam, że mam guzek w klatce piersiowej. Doktor odruchowo wypisała skierowanie do chirurga o które sama poprosiłam.  „Limity zostały wyczerpane. Proszę się zapisać po Nowym Roku” usłyszałam w rejestracji. Podobnie ze skierowaniem do alergologa. Pomyślałam, że nie będę czekać do Nowego Roku.
Wkońcu 1 grudnia odszukałam numer poleconej ginekolog i umówiłam się na wizytę, na którą dane mi było czekać 12 dni. Pani doktor bardzo szczegółowo obejrzała mnie i zleciła dodatkowe badania i konsultacje. Była bardzo miła, czułam, że jestem w dobrych rękach. Pani doktor namawiała na dalsze konsultacje, pocieszała, że guzek na piersi to pewnie jakiś włókniak czy tłuszczak. W ciągu 2 tygodni przed Świętami prawie codziennie czekała mnie jakaś wizyta lub badanie.
Przyszedł dzień badania USG piersi, które miałam nadzieje, potwierdzi teze Pani ginekolog. Niestety Pani dr ginekolog-onkolog, na podstawie USG wystawiła diagnozę „rak piersi”. Na dodatek powiedziała mi to takim tonem i w taki sposób, który pozostawia wiele do życzenia. Byłam w szoku! Podniesionym tonem głosu, prawie krzycząc na mnie, nakazała mi zrobić biopsje gruboigłową i wrócić do niej z wynikiem. „Wtedy będziemy wiedzieć czy usuwamy z zapasem guz czy trzeba będzie usunąć całą pierś z węzłami chłonnymi” – oznajmiła. „Chyba nie tak powinna być przekazana pacjentowi diagnoza?”- pomyślałam. Podała mi skierowanie i pożegnała.
W tej samej poradni od razu poszłam do rejestracji, żeby zapisać się na biopsję. Chciałam ją zrobić jak najprędzej. Przecież tu liczy się czas. Niestety biopsję wykonuje się tylko raz w miesiącu, dlatego zostałam zapisana w połowie stycznia. W drodze powrotnej do domu stopniowo zaczęło do mnie docierać. Niedowierzałam a jednocześnie coraz bardziej wierzyłam słowom tej lekarki. Z minuty na minutę zwiększała się moja świadomość. Czas jakby się zatrzymał. Wszystko co działo się wokół było jakby obok mnie. W głowie czułam pustke. Nie byłam w stanie skupić myśli na czymkolwiek. Wszystkie sprowadzały się do jednego.
Po powrocie do domu zaczęłam szukać w internecie informacji dot. biopsji. Trafiłam na forum, gdzie kobiety wymieniały się swoimi doświadczeniami dotyczącymi diagnozowania i leczenia raka piersi. Jedne odradzały biopsje, gdyż podobno wtedy rak szybciej się rozprzestrzenia i atakuje inne tkanki i narządy. Inne z kolei pisały, że lepiej usunąć guz z zapasem. Zaczęłam szukać specjalisty i natrafiłam na prof. chirurga-onkologa, myśląc, że może on dobrze doradzi. Zapisałam się na wizytę jeszcze przed Świętami. Profesor obejrzał mojego guza oraz wynik USG i powiedział, że to nie jest rak piersi. W głowie miałam już kompletny mętlik. Specjalista podał mi namiar na Szpital Onkologiczny, gdzie miałam stawić się na początku stycznia na wycięcie guzka. Pech chciał, że w Sylwestra zachorowałam i nie wyzdrowiałam do wyznaczonego terminu. Kolejny termin przypadł miesiąc później. Jednak postanowiłam, że nie będę się niepotrzebnie denerwować. Jeśli miałyby to być moje ostatnie dni czy miesiące to chcę je przeżyć tak jakby nic się nie stało. Dalej realizować swoje plany i spełniać marzenia. Zrobić jeszcze tyle ile będzie mi dane. Wyjechałam z rodzinką w góry. Bieganie i wędrowanie po górach pozwoliło zapomnieć o tym co mnie czeka. Nastawiłam się pozytywnie, bo uważam, że nasze myśli mają wpływ na nasze życie. „Myśli, które wybierasz i słowa, których używasz tworzą życie, którego doświadczasz”.
Powiem Wam, że w dniu kiedy miałam usuwany guzek, byłam zadowolona, że już go nie będzie. Wyobraziłam sobie, że jeśli cokolwiek by to było złego to tego już nie ma. Podczas zabiegu naprawdę nie stresowałam się. Zaufałam profesorowi, po prostu wierzyłam, że nie oszukałby mnie.
Musiałam stawiać się co kilka dni na zdjęcie szwów.
Na wynik od patomorfologa czekałam 3 tygodnie.
Jesteście ciekawi diagnozy?
Otóż była to torbiel tzw. „kaszak”.
Żaden rak piersi. Uff i po co było tyle niepotrzebnego stresu?
Jak dobrze, że nie uwierzyłam pani dr ginekolog-onkolog i że zaczęłam szukać opinii innego lekarza.
Nie życzę nikomu takiego doświadczenia. Wiem co przeszłam i było to traumatyczne przeżycie.
Jednak chciałabym się z Wami podzielić kilkoma moimi refleksjami.
1. Nawet jeśli tylko podejrzewasz lub coś Cię niepokoi w Twoim stanie zdrowia, idź do lekarza.
2. Jeśli lekarz nie będzie potrafił sam postawić diagnozy niech skieruje Cię do innych specjalistów.
3. Jeśli dostaniesz nawet najgorszą diagnozę, nie przyjmuj jej do siebie. Tak, tak właśnie radzę Ci zrobić. Idź do drugiego a nawet trzeciego specjalisty. Jeśli 3 lekarzy postawi taką samą diagnozę to może być ona prawdziwa. Jeśli tylko 1 lekarz postawi inną diagnozę nie znaczy to, że może być ona słuszna. Lekarz też człowiek i może się pomylić.
4. Nigdy nie trać nadziei. Błędne diagnozy też się zdarzają.
5. Zaufaj swojej intuicji. Czy naprawdę czujesz się chora? Jak z Twoją odpornością?

Zawsze myśl pozytywnie, pomimo przeciwności losu. Jeśli jesteś teraz w beznadziejnym momencie wcale nie oznacza to, że nie masz szans. Karta może się odwrócić w każdej chwili.

Po usunięciu guzka byłam jakby przeziębiona. Skończyły mi się tabletki na alergię. Nie skojarzyłam tego i nie kupiłam nowych, bo myślałam, że skoro brałam tamte leki to czyli to nie alergia tylko pewnie jakiś wirus. Po tygodniu poszłam do apteki i na szczęście polecono mi inny lek na alergię. Po pewnym czasie stary lek może już na nas nie działać i trzeba go zmienić. Po 3 dniach wszystkie dolegliwości minęły.
Wracam do zdrowia. Rana się goi i podobno za 2 tygodnie będę mogła pomalutku wracać do aktywności. Cieszę się, że ta historia dobrze się kończy.

Moje doświadczenie dało mi dużo do myślenia. Zastanawiam się ile kobiet w Polsce otrzymało błędną diagnozę? Ile kobiet omylnie miało usuniętą pierś? Tak na wszelki wypadek. Wiem, teraz jest lepsza diagnostyka ale sorry, żeby dr ginekolog-onkolog nie odróżniła zmiany nowotworowej od kaszaka? A profesor na podstawie USG i po obejrzeniu guzka potrafił ocenić, że to nie rak.

Chyba lepiej pacjenta nie straszyć, nastawić go optymistycznie i zlecić badania, które potwierdzą lub wykluczą jego podejrzenia.

Czy ktokolwiek z Nas powinien otrzymywać diagnozę w taki sposób? Mamy XXI wiek!

Gdzie tu poszanowanie godności. Takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca.

 

 

 

6 thoughts on “Bądź Fajterką!

  • Marzec 2, 2018 at 10:43 am
    Permalink

    Iza jesteś bardzo dzielna 💪🏻 Ja wiele lat temu też byłam źle zdiagnozowana, stwierdzono że mam guza przysadki mózgowej. 2 tygodnie w szpitalu kolejne 2 tygodnie na endokrynologi w Akademi medycznej i streierdzenie ze nic mi nie dolega. Jakoś nie wzięłam tego do siebie i byłam pozytywnie nastawiona. Drugi raz natomiast przeżyłam koszmarnie. Pani dermatolog zdiagnozowała u mnie czerniaka złośliwego i powiedziała mi ze jest jej bardzo przykro. 3 tygodnie żyłam w przeświadczeniu ze za kilka tygodni nie bede już żyła. Oczywiście była to zła diagnoza, ale to doświadczenie nauczyło mnie że najważniejsza jest profilaktyka. Trzeba się badać systematycznie i nie nawet jeżeli okaże się że coś jest nie tak to nie należy tracić nadzieji i wpadać w panikę. Iza życzę ci dużo zdrowia 😘

    Reply
    • Marzec 4, 2018 at 2:56 pm
      Permalink

      Dokładnie, dlatego mój wpis jest taki a nie inny. Stres w takich sytuacjach niepotrzebny i nie wniesie nic dobrego. Zawsze trzeba myśleć pozytywnie i drążyć temat czyli badać się i szukać dobrych specjalistów.

      Reply
  • Marzec 2, 2018 at 3:21 pm
    Permalink

    Horror. Dobrze że skończyło się tak dobrze. Ale niekompetencja lekarzy przeraża 🙁
    Dużo zdrowia!

    Reply
    • Marzec 4, 2018 at 2:51 pm
      Permalink

      Strach chorować. Dziękuję już jest coraz lepiej. Lada moment wracam do aktywności 😉

      Reply
  • Marzec 5, 2018 at 5:27 pm
    Permalink

    Jejj! Współczuję, bo taka diagnoza może każdego zwalić z nóg. Ty się nie dałaś i chwała Ci za to! Okropne przeżycia! Super, że wszystko dobrze się skończyło. A ta pani ginekolog onkolog – masakra! Nie mówię już o błędnej diagnozie – ale o przekazaniu jej 🙁

    Reply
  • Marzec 5, 2018 at 7:57 pm
    Permalink

    Bardzo nieprzyjemna historia :/ Dobrze, że trafiło na silną kobietę! Widać trzeba kwestionować dosłownie wszystko i sprawdzać po trzykroć, żeby mieć pewność.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *